monitoring pozycji
Igor i Egon - dwa goldeny, dwa temperamenty, dwie psie historie. I miłość - bo Blondyni są przede wszystkim do kochania. Dzięki nim świat jest lepszy - nie tylko dla autorki bloga.
RSS
piątek, 16 września 2016

Ostatnio wracam z przejażdżki po wsi objuczona jak wielbłąd - ciocia Ula do torebki zapakowała mi mnóstwo jajek, a babcia na joysticku zawiesiła siatkę z winogronami. Do tego pod pachą targałam cukinię, którą po drodze zgubiłam i odzyskałam dzięki uczynnej sąsiadce.

Furtkę otwiera mi Tata, który spogląda z niepokojem to na mnie, to na siatkę. 

- Tylko nie mów mi, że masz tam kolejnego kota? - pyta w końcu. 

Hahahaha. No, nie. Przecież obiecałam już, że nie będę kolekcjonować bezdomnych zwierząt. Wczoraj więc, razem z Martą, pomogłyśmy jakiemuś nieszczęśnikowi, dzwoniąc do schroniska. Przemiły pan przyjechał po niego w ciągu piętnastu minut. Przez te czas zdążyliśmy się oczywiście zaprzyjaźnić ;), ale znając zdanie Łatka na ten temat, byłam twarda.

Kochani, idą zimne, jesienne dni. Nie bądźcie obojętni na los bezdomniaków! 

14:25, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 sierpnia 2016

Pierwszego dnia mojego wakacyjnego pobytu na wsi spotkałam maleńkiego kota, który zawodził, leżąc na ulicy. Akurat wracałam od babci, zmierzchało i zbierało się na deszcz.

- To pana kot? - zapytałam mężczyznę, który nieopodal robił coś w ogródku. 

- Nie, ale cały czas tam płacze i pewnie coś go przejdzie.

Pffffffff. 

- Płacze, bo pewnie jest głodny. Może pan go nakarmi?

- Ja mam już kota - pokazał mi swojego, też młodego zwierzaka. - To bierze pani tamtego?

W sumie powinnam gnać do domu, by nie zmarznąć i nie zmoknąć.

W sumie wiezienie dzikiego kota w reklamówce zawieszonej na joystiku wózka nie jest ani mądre, ani bezpieczne. No, ale co miałam zrobić?

Kot miauczał wniebogłosy, ale był na tyle osłabiony, że mi z tej reklamówki nie wyszedł. Wyglądał tylko co jakiś czas i widząc, jak szybko jadę, natychmiast się chował. Przejechaliśmy tak 2 km. 

Myślałam, że jest dziewczynką - dałam więc mu na imię Mojra. Mój tata nazywał go Munią, w Tychach jednak okazało się, że to chłopczyk, został więc kolejno - Morusem, Morisem, Muńkiem, by ostatecznie zostać Marianem.  

marian

Nasze pierwsze wspólne selfie :)

Gdy go znalazłam, miał ok. 4-5 tygodni. Dwa dni spał, jadł i dochodził do siebie. A potem - jak to mały kot - zaczął zwiedzać, kraść mi szminki, włazić do talerza z obiadem. Co ciekawe - nie za bardzo interesowały go wycieczki na dwór, przesiadywał w moim pokoju, spał na moim kocyku i myślał, że jestem jego mamą - jeśli nie drzemał, cały czas jeździł na moim wózku, niczym mała małpka. 

marian1

Mało jest na świecie tak miłych stworzeń, jak maleńki kot :) Dlatego po cichu liczyłam na to, że ekipa (Egon, Łatek i Marian) się dogadają. Tym bardziej, że na moje ogłoszenia na facebooku nie było żadnego odzewu (niestety, wszędzie są teraz małe koty do adopcji). Cóż zrobić :D Zabrałam go domu. No i się zaczęło.

Łatek się wyprowadził.

Egon (prawie) się wyprowadził.

Tata nieomal wyprowadził mnie i Mariana, który przekopał mu truskawki na balkonie. 

Marian tak się wyspecjalizował (w psoceniu), że potrafił nawet spuszczać rolety. 

Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja była krytyczna i uratowała nas Kasia Ha, która wzięła Mariana do siebie. Kasia to anioł, który posiada już w domu mały zwierzyniec i która była u mnie po młodego dwukrotnie, bo obydwie liczyłyśmy na to, że jakoś się wszystko poukłada. Niestety (dla mnie), nie poukładało się i Marian zamieszkał w Mysłowicach.

Miewa się świetnie :) Rośnie. Nadzoruje robienie przetworów. Jest po prostu szczęśliwym, rozpieszczanym kotem. A ja jestem dumna, bo uratowałam mu życie :)

marian2

Kasia, jesteś moim bohaterem! Dziękuję!

22:56, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 lipca 2016

Liczba zadowolonych, wybieganych psów: 1

Liczba ocalonych i przygarniętych kotów: 1

Liczba spotkanych lisów: 1

Liczba spotkanych saren: 5

Liczba odwiedzin w sennych miasteczkach: 1

Przeczytane książki: 4

Najdłuższa, samotna wyprawa: 15 km

Odpust: zaliczony

Spacerki nad Wartą: zawsze udane

Twórcze wieczory: prawie codziennie

Piękne chwile: niezliczone :)

 

eim

fot. Magda Kulus

 

 

 

22:57, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 kwietnia 2016

Przez wiele lat uczyłam Igora, że nie zaczepiamy meneli, starców, emerytów, a tym bardziej par. Sugerowałam wysokich blondynów :) Ewentualnie po prostu blondynów. Albo - przystojnych brunetów o głębokim spojrzeniu. 

Gdzie tam. 

Na darmo była moja gadka, Igor wiedział swoje i zawsze zapoznawał się z kimś wybitnie podejrzanym albo zupełnie niepodobnym do tego, kogo miałabym ochotę zaczepić. Taki był - kochał wszystkich, nie ograniczał się i nowych znajomych wybierał sercem ;) Był w tym względzie nieprzejednany. 

Jednak okazało się, że nauka nie poszła w las. Egon kilka lat słuchał o tych blondynach i na jednym z pierwszych, tegorocznych wiosennych spacerów zlokalizował młodego, bosego, półnagiego Adonisa odpoczywającego na brzegu jeziora.              

Zanim zdążyłam zareagować, nie tylko się z nim zapoznał, ale też w ramach zacieśniania więzi... położył się z nim na kocu (!), zupełnie nie zważając na to, że jest świeżo po kąpieli w jeziorze i niesie ze sobą tony piachu... Jeśli działać, to od razu na szeroką skalę, prawda? ;)

Adonis miał sporo cierpliwości i chyba lubił psy, bo wytrzepał sobie koc i nie robił problemu :) Eguś natomiast był bardzo zadowolony z wykonanej misji. Tylko jak mu teraz wytłumaczyć, że blondyn - owszem, ale tytłanie kocyka na wstępie to już niekoniecznie? :P

patyk

fot. Kasia Kowieska

00:05, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (4) »
sobota, 02 kwietnia 2016

Życie jest piękne, bo po szarych dniach, długich wieczorach, złych wiadomościach i smutnych zimach zawsze przychodzi jakaś słoneczna, wiosenna sobota :)

wiosna2016

my2016

selfie

fot. Kasia Kowieska

20:37, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 marca 2016

Eguś dotychczas był najzdrowszy z nas wszystkich. Niestety, ponad tydzień temu okazało się, że ma osteofit w nadgarstku. Dobra wiadomość jest taka, że nie ma ani śladu dysplazji, ale sam osteofit wystarczy, bo drań jest trudny do zwalczenia. Nóżkę musimy usztywniać, zakupiłam więc specjalną ortezę, tabletki, pod koniec kwietnia mamy kontrolę.

W roli pacjenta Egon sprawdził się doskonale, nawet nie zrywał tymczasowego, usztywniającego opatrunku. Czasami nieśmiało go lizał, ale wystarczyło na niego zerknąć i natychmiast przestawał. Dla porównania - Łatek z podobnego opatrunku strzelał jak z procy i nie reagował na żadne upomnienia.  

bolinozka

Natomiast Egon bardzo szybko powiązał fakty - na bolinóżkę dużo łatwiej jest wyżebrać coś pysznego, zwrócić na siebie uwagę, załapać się na dodatkowe głaski. Po badaniu u Pana Doktora przez długi czas był to najbardziej cierpiący i chory pies po tej stronie półkuli ziemskiej (pierwszy raz nie podobało mu się u weterynarza). Z dnia na dzień biegał coraz lepiej, ale mina Bolinóżki nadal pojawiała się w porze obiadu i kolacji ;)

Chwilowo mamy nóżkę oszczędzać, ale też chodzić na dłuższe spacery, by nasz pacjent dodatkowo nie przytył i nie wyszedł z formy. Jest to trudne do wykonania, bo Egon na widok większej przestrzeni natychmiast galopuje i wykonuje swoje słynne przewrotki.

Na razie jest lepiej, mamy więc nadzieję, że sprawa (dosłownie) rozejdzie się po kościach ;) 

19:15, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 marca 2016

Mamy tak kiepski początek wiosny, że najchętniej zabrałabym Egusia i pojechała nad Wartę. Chwilowo jednak nasze życie toczy się głównie przed kompem, z przerwą na laryngologów i psich chirurgów. Święta są więc doskonałym momentem, by się wyspać, poleżakować i nieco zresetować. 

Eguś poszedł na wiosenny spacer, ja jeszcze jestem w stanie hibernacji i nieustannej łączności z łóżkiem. Mam ambitny plan szukania wiosny jutro. Może się uda. 

Życzę, by Wasz wielkanocny nastrój był lepszy niż mój. Świętujcie pięknie i z przytupem :) 

 rzeka2015

Załęczański Park Krajobrazowy, wrzesień 2015

16:28, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 stycznia 2016

Choruję. Za każdym razem, gdy się kładę do łóżka, Eguś przychodzi dać mi buziaczka pachnącego psimi chrupkami :P Taki z niego dzielny pocieszyciel :)

jesienne

fot. Kasia Kowieska

Wspominamy sobie jesienne spacerki, mając nadzieję, że te buziaczki zadziałają ozdrowieńczo i niedługo znowu ruszymy na szlak :)

23:40, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 stycznia 2016

Dzisiaj, podczas cykania z Kasią fotek na paprocańskim pagórku, spotkałyśmy Emkę, która ruszyła z nami na spacer. Kasia cały czas próbowała uchwycić piękne ujęcie "zimowego Egona".

- Emka na co dzień zajmuje się fotografią - uświadomiłam Kasi, na co ta się nieco stropiła, bo właśnie zamiast zimowego, wyszedł jej Egon radiooaktywny.  

zimowyegon

fot. Kasia Kowieska     

- No, ja nie jestem fotografem - westchnęła Kasia. - To znaczy jestem... Telefonicznym Fotografem Egona!

W ten sposób dowiedziałam się, że mój pies ma osobistego fotografa. To nic, że zdjęcia robi tylko telefonem. Ważne, że wkłada w nie całe serce! :)

egonpapry

egon0116

Zimowy Egon. fot. Kasia Kowieska

22:53, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 grudnia 2015

Mówię ostatnio zadowolona do Egusia:

- Ale miałeś urodziny! I kurak był, i rybka pyszna, i spacerki! 

- Tylko Wujka nie było - dopowiada Tata. 

No, tak. Bez Wujka to wszystko psu na budę. Przynajmniej z ludzkiej perspektywy.

Czy Eguś jeszcze pamięta? Myślę, że tak. 

egoniiigor

Luty 2015

19:43, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11