monitoring pozycji
Egon i Łatek - pogodny golden i wiekowy kot. Łączy ich męska przyjaźń - szorstka i pozbawiona sentymentów. Dzięki nim świat jest lepszy - nie tylko dla autorki tego bloga.
RSS
środa, 30 stycznia 2013

... po treningach lubi się zdrzemnąć na kanapie (łudziłam się, że goldeny rosną do roku... okazało się, że do 16. miesiąca życia... a on już jest taaaaaaaaaaki wielki!).

hmd

pk

23:28, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (3) »

Dzisiaj Egon po raz pierwszy podał mi długopis. Ćwiczyliśmy do tej pory pudełka, pudełeczka, szmatki - cienki i śliski długopis to było wyzwanie. Trochę go irytuje, że poprzeczka coraz wyżej, ale dał radę.

Poza tym dzisiaj po raz pierwszy Egon został wpuszczony do pokoju, gdy miałam rehabilitację. Do tej pory był wystawiany za drzwi, bo nie potrafił zrozumieć, dlaczego nikt się z nim nie bawi, skoro my bawimy się świetnie ;) Zaprosiliśmy więc w miniony piątek na rehabilitację naszą trenerkę* i to wystarczyło (!), by zasady zostały przyjęte nie tylko przez Egusia, ale też przez rehabilitanta. Adrian do tego stopnia się wczuł, że w pewnym momencie stwierdził:

- On jest tak grzeczny, że muszę iść po smaczka - i porzucił mnie, by dać młodemu kosteczkę.

Bo faktycznie Egon zachowywał się bez zarzutu - na komendę położył się, a po wręczeniu zabawki w ogóle przestał się nami interesować.

Poza tym nauczyłam Asystenta Młodszego przybijania żółwika, doskonalimy komendę "na miejsce" i "zostań" (bo powitania gości są coraz serdeczniejsze...) i próbujemy otwierania drzwi. Niebawem postaram się wrzucić tu filmik.

drzwi

* Egon trenuje teraz z Ewą Godulą, hodowczynią, od której go dostaliśmy. Serdecznie dziękujemy Ewie, która dojeżdża do nas z Bielska i poświęca nam długie godziny. 

 

23:17, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (2) »
sobota, 19 stycznia 2013

Egon odkąd może - włazi na wózek. Lubi takie wózkowe posiadówy i urządza je minimum dwa razy dziennie. Myślałam, że to jego bzik. A okazało się, że wszystkiemu są winne geny. Mama Setka także zasiada, a że wózka nie posiada - znajduje wąskie krzesełka.

geny

Po lewej - nasz młodzieniec Egon, po prawej Mama Setka, która bywa przyłapana przy śniadaniu :)

19:11, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (5) »

Wiele osób pyta mnie o stan Igora - ile mu zostało, jak się sytuacja rozwija, gdzie ten rak jest i w ogóle o co chodzi. Zamieszczam więc tu wynik rezonansu głowy:

Opis: Przestrzeń prawej jamy bębenkowej i pozioma część prawego zewnętrznego przewodu słuchowego zajęte przez patologiczną masę miękkotkankową o niejednorodnej strukturze, zachowującą sygnał o umiarkowanej intensywności w obrazach T2–zal. i w sekwencji FLAIR.
Rozrastając się masa doprowadziła do deformacji i zniszczenia znacznego fragmentu ściany puszki bębenkowej od strony dolnej i przedniej, wkraczając w obszar mięśnia skrzydłowego przyśrodkowego i skrzydłowo – gardłowego. Efekt masy w postaci wyraźnego zmniejszenia światła części nosowej gardła od strony prawej. Na poziomie stawu skroniowo – żuchwowego zaznacza się przesunięcie ku dołowi tylnych partii m. skrzydłowego przyśrodkowego oraz m. skrzydłowego. Tkanka łączna i tłuszczowa okalająca mięśnie opisywanej okolicy cechuje się podwyższoną intensywnością sygnału w obrazach T2, FLAIR i T1-zależnych po podaniu kontrastu co wskazuje na współistnienie obrzęku i stanu zapalnego. Tętnica szyjna zewnętrzna znalazła się w strefie tkanek objętych odczynem zapalnym. Nie wykazano wzmocnienia kontrastowego masy patologicznej, jednak wysycenie tkanek sąsiadujących uwydatniło jej dolny, nieregularny zarys. Nie stwierdza się jednoznacznych cech naciekania przez masę struktur stawu skroniowo – żuchwowego. Zmienione tkanki przylegają od strony tylnej i dolnej do wyrostka zastawowego i torebki opisywanego stawu wpływając niewątpliwie na jego ruchomość. Uwagę zwraca widoczne we wszystkich sekwencjach nieprawidłowe obniżenie intensywności sygnału łuski kości skroniowej, jej wyrostka jarzmowego oraz zastawowego, a także prawej części kości podstawnoklinowej. Można to tłumaczyć przewlekłym zapaleniem kości i szpiku wynikającym z kontaktu ze zmienionymi tkankami oraz wtórną sklerotyzacją. Nie stwierdzono zmian ani nieprawidłowych sygnałów w obrębie nadnamiotowych i podnamiotowych struktur mózgu. Umiarkowane, symetryczne poszerzenie komór bocznych. 

Konsultowaliśmy go z wieloma, wieloma lekarzami, także poza granicami kraju. Rak nie daje przerzutów, ale jest ekspansywny, niszczy otaczające go kości.

Igora nie da się wyleczyć.

Igor ma zapewnioną opiekę i najlepszy komfort życia - nie zależy nam, by na siłę przedłużyć mu życie. Zależy nam, by nie cierpiał.

Igora czas jeszcze nie nadszedł - lubi się bawić, ćwiczyć (chociaż głównie klikamy, żeby nie obciążać paszczy), chodzić na spacery i jeść. Doskonale go znam, wiem, kiedy jest z nim gorzej. Ma zapewnione leki przeciwbólowe i przeciwzapalne, które przyjmuje co 2-3 dni, bo chwilowo więcej nie potrzebuje.

Zapewniam, że nie będę go tu trzymać na siłę i gdy będzie źle, podejmę decyzję o pożegnaniu.

Przy okazji dziękuję za wszystkie maile z propozycjami leczenia, za słowa pamięci i za środki wpłacane na konto Blondynów. Dzięki nim Igor ma zapewnione leczenie, zastrzyki, opiekę weterynaryjną i badania.

18:19, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (3) »
środa, 09 stycznia 2013

Sylwester to nie jest ulubiona impreza Igora. Oj, nie. Już dzień przed musieliśmy go wypychać na dwór, bo nie chciał wychodzić. Północ spędził w łazience, gdy tymczasem Egon oszczekiwał w jego i swoim imieniu fajerwerki oparty o parapet i wyglądający przez okno. Ma się ten charakterek, żadne petardy mu przecież nie podskoczą.

Sylwek minął, a Igor nadal niewyraźny, pysio smutny, snujący się misio, postanowiłam więc, że czas na wizytę u weta, w końcu ostatnio rzadko tam bywaliśmy. Bo może znowu żołądek. Albo się przeziębił.

Od razu po Nowym Roku przyjechała do nas Monia, by towarzyszyć nam w tej misji sprawdzenia Igorowego samopoczucia.

I co?

Gdy Igor zobaczył, że jest Monia, że mamy ukochane smaczki, że wychodzimy SAMI bez Egona, że w ogóle szykuje się wyprawa - natychmiast odżył. Okazało się, że pies po tym, jak pani dwukrotnie wybyła na imprezę, w tym raz, gdy dudniły petardy, po prostu potrzebował więcej uwagi i zainteresowania. I smaczków, wiadomo.

Zimowe spacerki kontynuujemy dzięki Kini. Ja maluję na śniegu serca wózkiem, a Igor szaleje - prawie jak kiedyś :) Na szczęście ta aura mu służy, a sylwester dopiero za rok.

zima

22:16, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »