monitoring pozycji
Egon i Łatek - pogodny golden i wiekowy kot. Łączy ich męska przyjaźń - szorstka i pozbawiona sentymentów. Dzięki nim świat jest lepszy - nie tylko dla autorki tego bloga.
RSS
sobota, 30 listopada 2013

W marcu Igor ponownie miał zrobiony rezonans. Przyznam, że byłam przekonana, iż ten rak w cudowny sposób się zatrzymał, bo przecież to niemożliwe, by mój ukochany pies miał w sobie takiego rosnącego dziada.

Liczyłam na cud.

Ale cud się nie wydarzył - wynik wyraźnie pokazał, że rak nie daje za wygraną, powoli, ale systematycznie brnie. I to był punkt, w którym ostatecznie pozbawiono mnie jakiejkolwiek nadziei.

Życie z nieuleczalnym rakiem jest czymś bardzo trudnym, tym bardziej, gdy chory nie może powiedzieć, co i gdzie go boli. Myślałam, że z czasem będzie mi łatwiej, bo się przyzwyczaję do tej ekstremalnej sytuacji, ale nie - jest coraz gorzej, mam wrażenie, że tkwię w jakimś niekończącym się sennym koszmarze.

Idę spać - Igor jest chory, gdy wstaję - nic się nie zmienia, bo TO naprawdę nam się przytrafiło. Nienawidzę tego raka z całego serca, jak nigdy nikogo i niczego, i NIE ROZUMIEM.

Igor czuje się różnie, ostatnimi czasy lepiej, bo pozmienialiśmy mu leki. Pani Weterynarz, do której chodzimy, cały czas mnie pociesza, a nawet przekonuje, że "jeszcze go naprawimy". Nie naprawimy, ale JESZCZE możemy mu pomóc, więc podajemy tabletki, codziennie robimy zastrzyki i toczymy rodzinną walkę o karmienie, bo ja chcę go karmić zdrowo, a Rodzice - jak króla. 

Ostatnio więc - wraz z poprawą formy - Igor znowu wpycha się na treningi Egona, wita gości i macha ogonem. Znowu, bo miesiąc temu dostał alergii i naprawdę był w kiepskiej formie, miał zmiany w okolicach uszu. Przeżyłam więc już poranek, gdy Igor nie chciał wstać, przeżyłam już przekonywanie go, by jednak poszedł na spacer i strach, że oto zbliża się koniec, a decyzję o końcu muszę podjąć JA.

Ale naprawiliśmy go, jak to mówi Pani Weterynarz, przy wielkiej pomocy mojego Taty, który go opatrywał i Mamy, która go ubierała w specjalną bluzeczkę i pilnowała, by Egon dał mu święty spokój.

Igor lubi żyć. Gdy słyszy kliker i ma dobry dzień, to od razu zagląda, przychodzi, prosi, daje łapkę. Nie odpuszcza sobie. Kiedyś gdzieś przeczytałam, że pies nie myśli jak my, on rejestruje TERAZ i to mnie pociesza. Bo on jak się dobrze czuje, to nie wie tego, co ja niestety wiem - że jutro może czuć się duuuuuużo gorzej.

Igor nadal widzi, słyszy i nie jest sparaliżowany. Jaki cudem...? Nie wiem... Czasami się śmieję, że obydwoje żyjemy siłą rozpędu, a rozpęd przecież mieliśmy solidny...

Kiedy dostaliśmy wyniki rezonansu mówiłam Igorowi o Wielkanocy. Że będą święta i w ogóle super. Później opowiadałam mu o wakacjach - że pojedziemy razem nad wodę i nie może odpuścić. Następnie czekaliśmy na urodziny - ósme! A teraz już żyjemy Bożym Narodzeniem - gotowanej rybki kto jak kto, ale Blondyn przecież nie odpuści. Następnym punktem będą moje urodziny i... znowu Wielkanoc. Bo grunt to mieć jasno wytyczone cele możliwe do zrealizowania. Jak na razie plan wykonujemy na 100%. Oby jak najdłużej.

00:10, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (6) »
sobota, 09 listopada 2013

Wstaję pewnego ranka w Stręglu, a Blondynów nie ma.

- Gdzie są psy? - pytam Tatę.

- Łukasz je śniadanie.

I tylko pozornie ta odpowiedź była nie na temat ;)

Egon pokochał Łukasza nie tylko ze względu na wspólne śniadania, ale także dlatego, że Łukasz z sympatią i zrozumieniem przyjmował jego wylewność w różnych postaciach, nie bacząc na to, że później był brudny i ośliniony. A Egon jest bardzo wylewny, niezależnie od pory i pogody :D

Poza tym obecność Łukasza pokazała, że Egon doskonale kojarzy wózek. Zdarzało się, że gdy gwizdnęłam na przywołanie, przybiegał do Łukasza (który tak jak ja porusza się na elektryku), orientował się, że to nie ten wózek ;) i szukał dalej. Bardzo to było pocieszne ;)

Rozstanie Egona i Łukasza było bolesne. Bo zawsze lepiej mieć do dyspozycji dwa karmiące wózki niż jeden ;P

lukaszeg

22:36, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (1) »
czwartek, 07 listopada 2013

Podczas pobytu na Mazurach odwiedziliśmy też Panią Martę - niezwykłą osobę, która kilka lat temu ugościła mnie i moją ekipę (w sumie cztery osoby) w Warszawie. Z wielkim sentymentem wspominam tamten wyjazd - to były szalone, pełne luzu, śmiechu i beztroski dni, chociaż wyprawa była naukowa i długie godziny spędziłam w Bibliotece Narodowej i Muzeum Książki Dziecięcej.

Kiedy więc okazało się, że Pani Marta podczas tegorocznych wakacji będzie na Mazurach w tym samym czasie, co my - postanowiłyśmy się umówić. W związku z tym miałam okazję trochę sobie pooglądać krajobrazy, a Blondyni wykąpać się w jeszcze jednym, mazurskim jeziorze.

Wizyta była krótka, ale intensywna, zostaliśmy zaproszeni na pyszny obiad (i deser - palce lizać!), Egon pokazał, jakie ma możliwości brudzenia się, a Igor rozkoszował się klimatem. Pani Marto, fantastycznie było Panią zobaczyć i znowu porozmawiać "na żywo"!

W drodze powrotnej stanęliśmy, by zrobić zakupy, zostałam z chłopakami w samochodzie i młody po raz pierwszy nie szczekał po opuszczeniu auta przez Tatę (śmiejemy się, że Tata jest jego mamusią), tylko ułożył się na siedzeniu i... zasnął. Jednym słowem - w końcu padł, a to nie zdarza mu się często ;)

Obydwie z Panią Martą byłyśmy tak zaaferowane spotkaniem, że zapomniałyśmy zrobić sobie zdjęcie, więc dołączam fotkę Blondynów "z trasy" - tak podróżują: Igor na dole w pontonie, Egon na siedzeniu.

trasa

17:44, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 listopada 2013

Na Mazurach miałam idealne warunki do ćwiczenia z Egonem przywołania - ogromna, ogrodzona przestrzeń sprzyjała, by się chować, przywoływać, a potem nagradzać ulubionym smakołykiem - psim pasztetem. Niestety, głosik nadal słaby, konieczne było, by młody przybiegał na dźwięk gwizdka. Nikt nam nie przeszkadzał i nie musiałam się martwić, że jestem umazana pasztetem od stóp do głów.

Dzięki tamtym ćwiczeniom mogę Egona spokojnie spuszczać ze smyczy - zarówno na łąkach, jak i w lesie. Utrzymuje "kontakt wzrokowy", wezwany - wraca.

Niestety, nie wrócił, gdy zobaczył krowy - w Stręglu pasą się całe stada. Egon w życiu nie widział krów - szczekał na nie i chciał się zapoznać, a pomimo tego, że byliśmy całą ekipą, nie mieliśmy jak zareagować, bo odbiegł bardzo daleko i ku mojemu przerażeniu stał się małą, białą kropką - o, taką:

kopka

fot. Patrycja Benisz

Na szczęście wystarczyło, by krowy się poruszyły i mój waleczny pies uciekł, ile sił w łapach, po drodze zaliczając kąpiel w krowiej kupie. Następnego dnia pokazaliśmy mu mućki z bliska i na smyczy - przyjął do wiadomości ich istnienie.

Na Mazurach zaliczyliśmy też inną wpadkę - Egon wybrał się na grilla do sąsiadów, ku ich uciesze, bo "taki słodki". Nie tylko najadł się jak bąk, ale namierzony i skonfiskowany natychmiast do domu, załatwił jeszcze na wynos kiełbaskę dla siebie i dla Igora. Kolejny raz ktoś dał się nabrać na ten rozczulający wyraz pysia:

pysioo

fot. Kinga Lieber

Egon jest bardzo energetycznym psem, postanowiliśmy, że nie będzie typowym asystentem - bo moje możliwości są dużo mniejsze niż przy Igorze, a jego temperament naprawdę trudno okiełznać. Szybko jednak przyswaja wiedzę, uczymy go więc głównie praktycznych komend, które wykorzystujemy w domu. Młody potrafi:

- podać przedmiot

- otworzyć szufladę - podać z niej lek

- otworzyć drzwi mojego pokoju

- zamknąć łazienkę (bym mogła swobodnie przejechać do siebie)

- otworzyć szafę (to uwielbia, ja mniej, bo ta szafa - pamiętająca treningi z Igorem - ledwo się trzyma)

- zapalać światło (to zaczęliśmy ćwiczyć)

Obecnie uczymy go znajdować papućnik (czyli poduszkę pod nogi), co bardzo ułatwi życie mojemu Tacie. W planach mamy jeszcze znajdowanie telefonu, poprawianie mnie, chowanie tabletek do szuflady.

Serdecznie dziękujemy wszystkim darczyńcom i Fundacji Psi Los za wspieranie szkolenia Egona - psiak jest wielką pociechą, moją radością, a ćwiczenia z nim - świetną rehabilitacją :)

13:03, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 listopada 2013

Przepraszamy za przerwy w nadawaniu, ale Blondyni są bardzo absorbujący, więc trudno jest znaleźć chwilę między treningami, spacerami i wizytami u weterynarza. Ciągle coś!

Dziś powrót do wakacyjnych wspomnień - a dokładniej kilka słów o pięknej łące, którą mieliśmy do dyspozycji na Mazurach. Znajdowała się na terenie naszej posesji, tuż obok małego zagajnika, blisko jeziora. Była wielka, kolorowa, bzycząca, dawno niekoszona, miejscami podmokła - idealna dla goldenów.

lka

lka1

lka2

Błysk w oku i galop Igora, gdy po raz pierwszy zobaczył łąkę oraz spacerującego po niej bociana - bezcenny :) Zazwyczaj jednak eksplorował teren na spokojnie, w odróżnieniu od Egona, który biegał wzdłuż łąki, po niej, a także ugniatał trawę dokonując nagłych przewrotów i ślizgów. Śmialiśmy się, że odkryliśmy tajemnicę, skąd się biorą kręgi w zbożach - wystarczy wypuścić parę nadpobudliwych goldenów ;)

egonl

szalony

bbei

Oprócz swojej łąki Blondyni mieli do dyspozycji inne, które się rozciągały wokół - bo w sumie nic w tej wsi więcej nie było oprócz szeroko pojętej przyrody i biura rachunkowego. Egon zaliczył więc spotkanie z krowami i kąpiel w krowiej kupie, ale o tym - w następnej notce ;) Pozdrawiamy listopadowo, cały czas marząc o Mazurach!

egus

22:15, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »