monitoring pozycji
Egon i Łatek - pogodny golden i wiekowy kot. Łączy ich męska przyjaźń - szorstka i pozbawiona sentymentów. Dzięki nim świat jest lepszy - nie tylko dla autorki tego bloga.
RSS
niedziela, 16 czerwca 2013

W naszym mieście jest coś tak dziwnego, jak "Stanowisko wędkarskie dla osób niepełnosprawnych ruchowo". Brzeg jeziora jest tam wyłożony kaflami, można więc podjechać blisko wody. Niepełnosprawnych wędkarzy brak, pełnosprawni (ku mojej uciesze) to miejsce omijają. Zrobiliśmy więc tam sobie "Stanowisko kąpielowe Blondynów i ekipy".

Ćwiczymy z Egusiem chodzenie przy wózku na długim dystansie i punktem odpoczynku oraz zasłużonej nagrody było w piątek właśnie to stanowisko. Młody, zwolniony z komendy - biegał, tarzał się w piachu, dostał kompletnej głupawki. W efekcie był mokry i ubłocony nie tylko on, ale też my z Ewą.

egonj

I nagle na horyzoncie pojawił się radiowóz, który podjechał nad samo jezioro.

Radość Egusia była wielka ("Magda! Ktoś przyjechał! Będziemy się wszyscy razem bawić i bryzgać błotem!"), nasza - dużo mniejsza, tym bardziej, że mój pupil w tej fazie był nie do uchwycenia.

Policjanci obawiali się wyjść z samochodu, bo Eguś biegał dookoła (!), coraz bardziej podekscytowany i oczekujący. W końcu jeden z nich otworzył okno i stwierdził:

- Może nie będziemy się witać, bo cały mokry jesteś...

Ewa go zapięła i w tempie ekspresowym oddaliliśmy się w przeciwnym kierunku.

Eguś - jak się domyślacie - był lekko zawiedziony. Liczył, że przynajmniej uda mu się dać buziaczka pani policjantce. Straszne z nich sztywniaki :P

13:11, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (2) »
sobota, 15 czerwca 2013

Eguś wziął sobie do serca, że ma być asystentem. Asystuje mi przy kąpieli (jesteśmy na etapie wrzucania zabawek do wanny), podczas brania prysznica (!), obcinania i farbowania włosów (wszystko musi dokładnie obejrzeć i sprawdzić), podczas ubierania (wali mi łapą w nogę), podczas wychodzenia do pracy (codziennie rano jest pierwszy w windzie) i podczas rehabilitacji. Gdyby nie jego błękitna krew i wzgląd na szanownych przodków, powiedziałabym, że jest wścibski :D

Wzrusza mnie jego cierpliwość, bo moja forma jest dosyć kiepska i musi się czasami naczekać na nagródkę. Wzrusza mnie, jak wsłuchuje się w to, co mówię, strzyże uszami, a mówię naprawdę cicho. Ale Eguś akceptuje mnie taką, jaką jestem i (nadal) czasami wciska mi do buzi swoje zabawki, wychodząc z założenia, że łatwiej będzie mi chwycić zębami, niż ręką :D

Gorzej, że podobne zabiegi stosuje o świcie w stosunku do Łatka (mina Łatka, gdy Egon przekonuje go do wzięcia do pyska dwa razy od niego większego pluszaka - bezcenna).

Eguś uczestniczy aktywnie we wszystkich pracach domowych (ale już nie wisi na mopie), zwłaszcza w ładowaniu zmywarki.

Wita gości.

W przypływie radości obgryza mi uszy.

I opiekuje się Igorem - zwłaszcza, gdy ten gorzej się czuje. Opiekuje się pogodnie, jakby chciał powiedzieć "Nic się nie martwcie, to chwilowa niedyspozycja",gdy tymczasem na nas pada blady strach. Szczeka, alarmuje, gdy z Igorem dzieje się coś niedobrego.

choryi

Zawsze potrafi rozładować atmosferę, pobudzić nas do śmiechu i zarazić entuzjazmem.

Słodki Eguś, połączenie psa Pluto, Goofiego i Tygryska, nie zdaje sobie sprawy, jak ważną rolę pełni w naszym domu - jak wiele wnosi i jak bardzo wspiera mentalnie zwłaszcza mnie i Igora.

 

12:59, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (6) »
środa, 05 czerwca 2013

Igor niby taki stateczny, taki spokojny... Ale czasami potrafi zrobić nam (i innym) figla. Ostatnio na spacerze - podczas jednego z nielicznych słonecznych dni - spotkaliśmy w parku sześciomiesięcznego, białego teriera. Pląsał sobie po trawniku, biegał za piłeczką, chodząca niewinność i słodycz. Poprosiłam parę, która z nim była, by odpięli mi Igora ze smyczy, bo młody wyraźnie zainteresował się moim psem. My sobie rozmawialiśmy, pieski się poznawały, gdy nagle - jak nie śmignęli! Igor przodem, terier za nim - prosto na plażę! Nie mogliśmy za nimi nadążyć. Igor wpakował się do wody, młody nie wyglądał na specjalnie rozbrykanego, ale po chwili wahania - wskoczył też, ku rozpaczy właścicieli. Następnie mój Blondyn pokazał mu, co się robi po kąpieli - obydwaj wytarzali się w piachu, ale terierowi przerwano w trakcie (był niepocieszony) i stanowczo zabroniono dalszych szaleństw.

W taki oto sposób mój pies zdeprawował młodszego kolegę. Bo przecież życie tylko wtedy ma smaczek, gdy się opuści zieloniutki trawniczek oraz kolorowe piłeczki i wyruszy na spotkanie przygody :)

Natomiast na wsi, gdy razem z Monią starannie ominęłyśmy strumyk, by uniknąć błotnej kąpieli, zanim się obejrzałyśmy, Igor galopkiem pognał przodem, znalazł odpowiednio głęboką kałużę i się w niej położył. Niestety, nie uchwyciłyśmy tego jakże uroczego obrazka, bo szybko się zreflektował.

Ale mamy zdjęcie tuż po (mina pod tytułem: "Kałuża? Jaka kałuża? Czekam tu na Was grzecznie"):

kaluza

Lata mijają, kondycja nie ta, ale dobrej zabawy nigdy sobie nie odmawiamy ;) Zwłaszcza tej związanej z wodą :)

21:55, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 03 czerwca 2013

Ćwicząc z Egusiem, przypominają mi się dawne czasy, gdy to samo trenowałam z Igorem. Niby podobnie, ale różnice są, bo nasz młodzieniec rozpieszczany od szczeniaka, ma swoje zdanie na różne tematy. Jak mu się nie chce czegoś zrobić, to na przykład na mnie szczeka i to tak, że szyby drżą. Parę szczeknięć i wykonuje polecenie, ale trochę hałasu na początek musi być.

Igor milczy - i milczał zawsze. Nawet gdy mu przypadkowo stawałam na ogonie.

Jednak hitem ostatnich tygodni jest to, że Egon zaczął sobie wyciągać tabletki z szuflady. Przejął obowiązki Ajkusia w tym zakresie, ale Ajkusiowi do głowy by nie przyszło, by dokonać samoobsługi. Pierwszy raz przyłapałam go, jak wędrował z multiwitaminą przez pokój. Myślałam, że to jednorazowy wyskok. Niestety, drugi raz zastałam go zjadającego opakowanie z tejże multiwitaminy. Nie wiem, czy nie poczęstował nią Igora, bo ten miał potem rewolucje żołądkowe (a była to musująca tableta do picia). Następnym więc razem Eguś wyciągnął pigułki... na żołądek. Cichutko je drobił, leżąc w pontonie, na szczęście udało mu się tylko zjeść opakowanie.

Było pewne, że Eguś i szuflada z lekami to nie jest dobre połączenie. Gdy wychodzę, zastawiam ją krzesłem, a i tak nie mam pewności, czy czegoś nie wykombinuje.

Swoją drogą dobrze, że nie potrafi otwierać lodówki...

podkolem

18:53, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (3) »