monitoring pozycji
Egon i Łatek - pogodny golden i wiekowy kot. Łączy ich męska przyjaźń - szorstka i pozbawiona sentymentów. Dzięki nim świat jest lepszy - nie tylko dla autorki tego bloga.
Kategorie: Wszystkie | Egon | Łatek
RSS
czwartek, 29 sierpnia 2013

Olsztyn kojarzy mi się sielsko, bo w Olsztynie mieszka brat mojej Babci, Wujek Janek, człowiek wielkiej klasy i wielkiego serca (takich mężczyzn już nie ma!) z rodziną. Rzadko się widujemy ze względu na odległość, więc podczas podróży na Mazury postanowiliśmy do nich wejść.

To była tak zwana wizyta przelotowa, bo mieliśmy niestety mało czasu na biesiadowanie, ale od progu poczułam się jak w domu.

- Tutaj takie chrząstki odłożyłam, dam im troszeczkę - Ciocia Lucyna tłumaczyła Wujkowi.

- Jakie chrząstki, przecież nie wiesz, co oni jedzą! - oburzył się Wujek (i słusznie, bo jakby Blondyni zjedli tam chrząstki, to moglibyśmy mieć podróż z przygodami ;).

Chrząstki chłopcy dostali więc "na wynos", a na miejscu spożyli pyszne i świeżutkie mielone oraz zostali wymiziani przez Ciocię Asię i Hanię. Sam zapach obiadu przygotowanego przez Ciocię Lucynę sprawił, że Igor odżył, udzielał się towarzysko i był jak nowy :)

olsztyn

Deszcz padał, my gadaliśmy i zajadaliśmy smakołyki, czas płynął, nie chciało się wyjść. Jednak wszystko co dobre, szybko się kończy.

Cały czas wspominamy tę krótką, ale intensywną wizytę. Mamy nadzieję, że będzie okazja do kolejnej :) A przy okazji pozdrawiamy Czytelników z Olsztyna, którzy cierpliwie przeczekiwali czas posuchy na blondynowych blogach :)

21:34, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (1) »
sobota, 10 sierpnia 2013

Po drodze na Mazury zatrzymaliśmy się w gościnnych progach Aldony.

Aldona przyjęła nas po królewsku, chociaż:

- było nas w sumie pięcioro (ja, Tata, Kinia, która dołączyła do nas jeszcze w Darłówku, no i Blondyni)

- mieszka na drugim piętrze (zorganizowała sąsiadów do pomocy!)

- naznosiliśmy jej sierści i brudu, bo było wilgotno i padało

- posiada dwa koty, które musiały siedzieć zamknięte w pokoju, bo Egon próbował nawiązać z nimi przyjaźń, a one nie były do tego chętne, więc szczekał.

Przy Aldonie każdy czuje się bezpiecznie jak przy mamie, bo ona o wszystkim myśli, o wszystkich dba, stwarza fantastyczną, domową atmosferę, a poza tym jest bardzo pogodna, serdeczna i bezpośrednia. Po przygotowanej przez nią kolacji myślałam, że z tego drugiego piętra się sturlam, bo oczywiście, jako wielki łakomczuch, popróbowałam i dania głównego (zapiekane ciasto francuskie), i sałatki. Sernika już nie dałam rady zjeść, ale warto było chociaż na niego popatrzeć (Aldona ozdobiła go prawdziwymi kwiatami):

sernik

     fot. Kinga Lieber

Pogoda nie dopisała, spędziliśmy więc wieczór przy winku, także z Asią i jej psem Absyntem, który wykończył Egusia - zabawom nie było końca. Następnego dnia dali popis przy gdańskim molo - tworzyli bardzo energetyczny team, któremu w harcach nie przeszkadzał ani silny wiatr, ani pochmurne niebo.

absio

     fot. Kinga Lieber

Rano nasza ekipa spała tak, że nie obudziły nas - zwabione ciszą i spokojem - koty, które postanowiły sprawdzić, kim są przebywający na ich terenie przybysze. Jest to o tyle dziwne, że Blondyni przecież wina nie pili ;), a powieki podobno nawet im nie drgnęły.

Pobyt w Gdańsku był bardzo krótki, ale bardzo miły i bardzo nam potrzebny - mogliśmy zrobić przerwę w podróżowaniu, odpocząć. Martwiła mnie jedynie forma Igora - padało, było wilgotno, a zmiana pogody zawsze daje mu się we znaki. Odżył dopiero w Olsztynie, w ramionach Cioci Asi, karmiony mielonym (!), ale o tym innym razem.

Aldono, człowieku czynu, dziękujemy:

- za gościnność, serdeczne przyjęcie i entuzjazm

- za załatwienie parkingu, mięśniaków i za pełną gotowość

- za mile spędzony czas w doborowym towarzystwie

- za pomoc wszelaką

- za anielską cierpliwość

- za królewską kolację, przepyszne śniadanie i zapach kawy o poranku

- za zupę dla Blondynów

- za kanapki na drogę, których nie chciałyśmy przyjąć, a które potem z apetytem pożarłyśmy po wykańczających i czasochłonnych zakupach w Biedronce

- za uśmiech!

Dziękujemy też Asi, która mimo kiepskiego samopoczucia towarzyszyła nam w biesiadowaniu i w krótkiej wycieczce krajoznawczej :) Asia jest wielką psiarą, na plecach ma ogromny tatuaż swojego pupila i przyznam, że wygląda on nie tylko imponująco, ale też oryginalnie.

A najlepsze w tym wszystkim jest to, że z dziewczynami poznałyśmy się... przez neta - podczytywały mojego bloga. Bardzo się cieszę, że (już po raz kolejny) udało nam się spotkać.

gdansk

13:55, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (3) »
czwartek, 01 sierpnia 2013

Darłówko trochę rozczarowało Blondynów. Na wstępie, o 6 rano, jakaś pani nas zwarczała, że jest zakaz wstępu psów na plażę. Później okazało się, że rozpoczęto prace związane z budową falochronu i zamknięto drogę w kierunku Jarosławca, wzdłuż morza, a to miała być nasza podstawowa trasa spacerowa.

Tata zabierał więc psiaki na nadmorskie szaleństwa o świcie, gdy na plaży prawie nikogo nie było, a ja jeszcze spałam. Codziennie rano budził mnie mokry, słony pysio, bo Egon nie ma zwyczaju ukrywania emocji i pragnienia podzielenia się wiadomością, że oto wstał nowy dzień!

tataib

morze

Raz czy dwa byliśmy w okolicy latarni i portu, głównie jednak spacerowaliśmy w naszym rejonie, w okolicach ulicy Północnej, gdzie ciągnie się wygodny chodnik i spory trawnik, nie ma tłumów i hałasu. Chociaż i tam przez parę dni było tłoczno, bo nieopodal zorganizowano Zlot Militarny.

Eguś był gwiazdą turnusu - zaczepiany przez dzieciaki, fotografowany, obściskiwany. Śmiałam się, że jest jak połączenie Dody i króla Juliana, bo gdy tylko widział zbliżających się "fanów", wyprężał pierś. Igor tymczasem korzystał z zamieszania i zjadał wszystkie porzucone frytki i kiełbaski, które Egon przeoczył w glorii chwały.

Samo morze - fajne, turnus rehabilitacyjny - super, ale... my jednak wolimy Mazury!

20:13, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (5) »