monitoring pozycji
Egon i Łatek - pogodny golden i wiekowy kot. Łączy ich męska przyjaźń - szorstka i pozbawiona sentymentów. Dzięki nim świat jest lepszy - nie tylko dla autorki tego bloga.
RSS
niedziela, 23 sierpnia 2015

Wielka cisza, wielka pustka.

igorcm

01:21, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (6) »
piątek, 21 sierpnia 2015

W środę wieczorem Igor stwierdził, że poszedłby nad jezioro. Niestety, pomysł niemożliwy do zrealizowania, bo nasze jezioro za sprawą sinic wygląda i pachnie niczym bagno Shreka. Ale maszerował dzielnie, więc skierowaliśmy go do lasu. A w lesie bieda - wszystko wyschnięte na wiór, ani bajorka, ani kałuży.

Jak żyć?! Golden po prawie trzech tygodniach wyszedł na porządny spacer i nie było się w czym wytaplać!

Dwukrotnie próbował skręcać na ścieżki prowadzące w stronę jeziora - taką ma, skubaniec, orientację - ale smaczki przekonały go do obrania właściwego kierunku. 

Maszerował pewnie, zazwyczaj na przodzie. Chyba miał już dosyć tego osiedlowego blokowiska :)

igor2015

fot. Monika Bućko

To zdjęcie z czerwca. Wciąż nie ogarnęłam fotek z urlopu, bo jest ich około 500... :)

14:37, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (2) »
środa, 19 sierpnia 2015

Wróciła Pani Doktor, ustawiła leki, mamy nadzieję na poprawę samopoczucia Igora. Zresztą wczoraj wieczorem całkiem dziarsko spacerował, wprawdzie tylko po osiedlu, ale prawie 1,5 h. Dzisiaj rano zachęcał mnie do porzucenia roboty i grzania się w słońcu :) No i je. Ale jak Mama mu gotuje, to kto by nie jadł? ;)

my

Zdjęcie z urlopu :) 

fot. Monika Bućko

17:10, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 sierpnia 2015

Przed naszym lipcowym urlopem okazało się, że Igor głuchnie i schudł od stycznia dziesięć kilo. W trakcie urlopu odkryłam, że nie widzi najlepiej - chyba tylko kontury. Po urlopie okazało się, że ubyło mu kolejne dwa kilo i to już zaczęło być niepokojące. Nie ukrywajmy, Igor miał z czego chudnąć i zmniejszenie masy ciała było wskazane, ale to tempo zapachniało rakiem i jego niszczycielską mocą. 

Upały tylko pogorszyły sprawę. Każde wyjście na siku niszczyło trudy chłodzenia, a podlewanie go wodą skończyło się tym, że odparzył sobie pysio. Musieliśmy zrezygnować z chrupek, bo się nimi krztusił. W kiepskiej formie jest lewe oczko - chyba świeżo zaatakowane, bo zniekształcenia czaszki pojawiły się też po tej stronie. 

Czekamy na ochłodzenie i powrót Pani Weterynarz z urlopu. Wyniki badań w miarę, poza cholesterolem. 

Nie chcę męczyć Igora i zatrzymywać go tu na siłę. Natomiast stosuję się do tego, co powiedziano mi tuż po diagnozie - dopóki je i chce spacerować, może cieszyć się życiem w miarę swoich możliwości. A na urlopie na wsi - zorganizowanym typowo pod niego - cieszył się bardzo i nawet zlokalizował kupę gnoju :)

Bardzo to wszystko trudne. Najtrudniejsze.

happyigor

fot. Monika Bućko

14:50, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (6) »
sobota, 08 sierpnia 2015

Na wiosnę Łatek jakoś podupadł na zdrowiu. W sumie funkcjonował normalnie, ale wyglądał dziwnie - tak dziwnie, że dwukrotnie był posądzony o bezdomność. Poza tym nabawił się jakiejś dziwnej rany na głowie - trudno powiedzieć, w jaki sposób. Zabrałam więc go do weterynarza, co przyjął ze spokojem - podejrzanym spokojem. Okazało się, że wyniki kiepskie, a ostatnie cztery zęby do wyrwania. Ze względu na wiek Łatka (14 lat) operacja była ryzykowna, ale konieczna, bo od tych zębów robił mu się stan zapalny. Jak wytłumaczyła mi Pani Weterynarz, Łatek był tak osłabiony, że mobilizował się tylko do mycia pyszczka, resztą się nie przejmując - stąd jego osobliwy wygląd.

Przez kilka dni mój kocur przygotowywany był do zabiegu - dostawał kroplówki. Na szczęście wszystko poszło dobrze, obudził się, Tata przywiózł go do domu... ale rekonwalescent wyglądał strasznie. Głowa pocerowana, morda zaśliniona i ten chód niewprawionego pijaka - przerażające. Trzymałam go na kolanach, bo bałam się, że mi gdzieś wejdzie i spadnie - jeśli się go nie głaskało, z uporem maniaka próbował chodzić. Po tych tulaszkach musiałam się cała przebrać, bo z pyska nie tylko leciała mu ślina, ale też krew. 

Wszystko to nie wyglądało dobrze.

Mama chodziła i powtarzała:

- Coś ty mu zrobiła, coś ty mu zrobiła, jak on umrze, to ci nie daruję!

Sama się obawiałam, czy z tego wyjdzie. 

Spaliśmy razem, ja niczym mumia, w jednej pozycji, żeby się chłopak nie obudził i nie zabił gdzieś po ciemku.

O 4 rano Łatek zaczął domagać się jedzenia.

O 7.30 postanowił wyjść na spacer (wenflon w łapie zupełnie nie wpłynął na osłabienie jego uporu).

A później było tylko lepiej - jadł (taaaaak, bezzębne koty świetnie sobie radzą z jedzeniem) i piękniał.

Mama chodziła i powtarzała:

- Coś ty zrobiła, on tylko je, puści nas z torbami!

Kiedy przyjechałam z urlopu, Łatek czekał na mnie na parkingu (zawsze mnie wita, nawet jeśli wracam w środku nocy z imprez, koncertów, spektakli - taki jest, nad wszystkim czuwa ;). Wygląda fantastycznie. Świetnie się miewa - nawet teraz, w te upały. Właśnie przed chwilą przyszedł z ogródka, dzierżąc w pysku nornicę - dumny jak paw... Drugie życie mojego kota jest więc barwne, a ja się cieszę, że mogłam mu je dać (tu serdeczne podziękowania dla Kasi, która nosiła delikwenta na kroplówki i wyciąganie szwów). 

Jeśli więc Wasz kot ma zepsute zęby - usuńcie je. Kot bez zębów może być szczęśliwy, a przede wszystkim - zdrowy. Warto!

P.S. Zdjęcie ozdrowionego Łatka dodam, jak wróci do domu bez ofiary. Z nornicą w pysku wolałabym go tu nie zamieszczać ;) 

[Edit] Oto i on :) Jak widać, główka pięknie się zagoiła :)

latek

latek2

23:08, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (2) »