monitoring pozycji
Egon i Łatek - pogodny golden i wiekowy kot. Łączy ich męska przyjaźń - szorstka i pozbawiona sentymentów. Dzięki nim świat jest lepszy - nie tylko dla autorki tego bloga.
RSS
sobota, 06 sierpnia 2016

Pierwszego dnia mojego wakacyjnego pobytu na wsi spotkałam maleńkiego kota, który zawodził, leżąc na ulicy. Akurat wracałam od babci, zmierzchało i zbierało się na deszcz.

- To pana kot? - zapytałam mężczyznę, który nieopodal robił coś w ogródku. 

- Nie, ale cały czas tam płacze i pewnie coś go przejdzie.

Pffffffff. 

- Płacze, bo pewnie jest głodny. Może pan go nakarmi?

- Ja mam już kota - pokazał mi swojego, też młodego zwierzaka. - To bierze pani tamtego?

W sumie powinnam gnać do domu, by nie zmarznąć i nie zmoknąć.

W sumie wiezienie dzikiego kota w reklamówce zawieszonej na joystiku wózka nie jest ani mądre, ani bezpieczne. No, ale co miałam zrobić?

Kot miauczał wniebogłosy, ale był na tyle osłabiony, że mi z tej reklamówki nie wyszedł. Wyglądał tylko co jakiś czas i widząc, jak szybko jadę, natychmiast się chował. Przejechaliśmy tak 2 km. 

Myślałam, że jest dziewczynką - dałam więc mu na imię Mojra. Mój tata nazywał go Munią, w Tychach jednak okazało się, że to chłopczyk, został więc kolejno - Morusem, Morisem, Muńkiem, by ostatecznie zostać Marianem.  

marian

Nasze pierwsze wspólne selfie :)

Gdy go znalazłam, miał ok. 4-5 tygodni. Dwa dni spał, jadł i dochodził do siebie. A potem - jak to mały kot - zaczął zwiedzać, kraść mi szminki, włazić do talerza z obiadem. Co ciekawe - nie za bardzo interesowały go wycieczki na dwór, przesiadywał w moim pokoju, spał na moim kocyku i myślał, że jestem jego mamą - jeśli nie drzemał, cały czas jeździł na moim wózku, niczym mała małpka. 

marian1

Mało jest na świecie tak miłych stworzeń, jak maleńki kot :) Dlatego po cichu liczyłam na to, że ekipa (Egon, Łatek i Marian) się dogadają. Tym bardziej, że na moje ogłoszenia na facebooku nie było żadnego odzewu (niestety, wszędzie są teraz małe koty do adopcji). Cóż zrobić :D Zabrałam go domu. No i się zaczęło.

Łatek się wyprowadził.

Egon (prawie) się wyprowadził.

Tata nieomal wyprowadził mnie i Mariana, który przekopał mu truskawki na balkonie. 

Marian tak się wyspecjalizował (w psoceniu), że potrafił nawet spuszczać rolety. 

Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja była krytyczna i uratowała nas Kasia Ha, która wzięła Mariana do siebie. Kasia to anioł, który posiada już w domu mały zwierzyniec i która była u mnie po młodego dwukrotnie, bo obydwie liczyłyśmy na to, że jakoś się wszystko poukłada. Niestety (dla mnie), nie poukładało się i Marian zamieszkał w Mysłowicach.

Miewa się świetnie :) Rośnie. Nadzoruje robienie przetworów. Jest po prostu szczęśliwym, rozpieszczanym kotem. A ja jestem dumna, bo uratowałam mu życie :)

marian2

Kasia, jesteś moim bohaterem! Dziękuję!

22:56, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »