monitoring pozycji
Egon i Łatek - pogodny golden i wiekowy kot. Łączy ich męska przyjaźń - szorstka i pozbawiona sentymentów. Dzięki nim świat jest lepszy - nie tylko dla autorki tego bloga.
RSS
środa, 19 sierpnia 2015

Wróciła Pani Doktor, ustawiła leki, mamy nadzieję na poprawę samopoczucia Igora. Zresztą wczoraj wieczorem całkiem dziarsko spacerował, wprawdzie tylko po osiedlu, ale prawie 1,5 h. Dzisiaj rano zachęcał mnie do porzucenia roboty i grzania się w słońcu :) No i je. Ale jak Mama mu gotuje, to kto by nie jadł? ;)

my

Zdjęcie z urlopu :) 

fot. Monika Bućko

17:10, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 sierpnia 2015

Przed naszym lipcowym urlopem okazało się, że Igor głuchnie i schudł od stycznia dziesięć kilo. W trakcie urlopu odkryłam, że nie widzi najlepiej - chyba tylko kontury. Po urlopie okazało się, że ubyło mu kolejne dwa kilo i to już zaczęło być niepokojące. Nie ukrywajmy, Igor miał z czego chudnąć i zmniejszenie masy ciała było wskazane, ale to tempo zapachniało rakiem i jego niszczycielską mocą. 

Upały tylko pogorszyły sprawę. Każde wyjście na siku niszczyło trudy chłodzenia, a podlewanie go wodą skończyło się tym, że odparzył sobie pysio. Musieliśmy zrezygnować z chrupek, bo się nimi krztusił. W kiepskiej formie jest lewe oczko - chyba świeżo zaatakowane, bo zniekształcenia czaszki pojawiły się też po tej stronie. 

Czekamy na ochłodzenie i powrót Pani Weterynarz z urlopu. Wyniki badań w miarę, poza cholesterolem. 

Nie chcę męczyć Igora i zatrzymywać go tu na siłę. Natomiast stosuję się do tego, co powiedziano mi tuż po diagnozie - dopóki je i chce spacerować, może cieszyć się życiem w miarę swoich możliwości. A na urlopie na wsi - zorganizowanym typowo pod niego - cieszył się bardzo i nawet zlokalizował kupę gnoju :)

Bardzo to wszystko trudne. Najtrudniejsze.

happyigor

fot. Monika Bućko

14:50, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (6) »
sobota, 08 sierpnia 2015

Na wiosnę Łatek jakoś podupadł na zdrowiu. W sumie funkcjonował normalnie, ale wyglądał dziwnie - tak dziwnie, że dwukrotnie był posądzony o bezdomność. Poza tym nabawił się jakiejś dziwnej rany na głowie - trudno powiedzieć, w jaki sposób. Zabrałam więc go do weterynarza, co przyjął ze spokojem - podejrzanym spokojem. Okazało się, że wyniki kiepskie, a ostatnie cztery zęby do wyrwania. Ze względu na wiek Łatka (14 lat) operacja była ryzykowna, ale konieczna, bo od tych zębów robił mu się stan zapalny. Jak wytłumaczyła mi Pani Weterynarz, Łatek był tak osłabiony, że mobilizował się tylko do mycia pyszczka, resztą się nie przejmując - stąd jego osobliwy wygląd.

Przez kilka dni mój kocur przygotowywany był do zabiegu - dostawał kroplówki. Na szczęście wszystko poszło dobrze, obudził się, Tata przywiózł go do domu... ale rekonwalescent wyglądał strasznie. Głowa pocerowana, morda zaśliniona i ten chód niewprawionego pijaka - przerażające. Trzymałam go na kolanach, bo bałam się, że mi gdzieś wejdzie i spadnie - jeśli się go nie głaskało, z uporem maniaka próbował chodzić. Po tych tulaszkach musiałam się cała przebrać, bo z pyska nie tylko leciała mu ślina, ale też krew. 

Wszystko to nie wyglądało dobrze.

Mama chodziła i powtarzała:

- Coś ty mu zrobiła, coś ty mu zrobiła, jak on umrze, to ci nie daruję!

Sama się obawiałam, czy z tego wyjdzie. 

Spaliśmy razem, ja niczym mumia, w jednej pozycji, żeby się chłopak nie obudził i nie zabił gdzieś po ciemku.

O 4 rano Łatek zaczął domagać się jedzenia.

O 7.30 postanowił wyjść na spacer (wenflon w łapie zupełnie nie wpłynął na osłabienie jego uporu).

A później było tylko lepiej - jadł (taaaaak, bezzębne koty świetnie sobie radzą z jedzeniem) i piękniał.

Mama chodziła i powtarzała:

- Coś ty zrobiła, on tylko je, puści nas z torbami!

Kiedy przyjechałam z urlopu, Łatek czekał na mnie na parkingu (zawsze mnie wita, nawet jeśli wracam w środku nocy z imprez, koncertów, spektakli - taki jest, nad wszystkim czuwa ;). Wygląda fantastycznie. Świetnie się miewa - nawet teraz, w te upały. Właśnie przed chwilą przyszedł z ogródka, dzierżąc w pysku nornicę - dumny jak paw... Drugie życie mojego kota jest więc barwne, a ja się cieszę, że mogłam mu je dać (tu serdeczne podziękowania dla Kasi, która nosiła delikwenta na kroplówki i wyciąganie szwów). 

Jeśli więc Wasz kot ma zepsute zęby - usuńcie je. Kot bez zębów może być szczęśliwy, a przede wszystkim - zdrowy. Warto!

P.S. Zdjęcie ozdrowionego Łatka dodam, jak wróci do domu bez ofiary. Z nornicą w pysku wolałabym go tu nie zamieszczać ;) 

[Edit] Oto i on :) Jak widać, główka pięknie się zagoiła :)

latek

latek2

23:08, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 kwietnia 2015

Egon z Egonka i Ogonka przeistoczył się w Edusia. Jest moim promyczkiem, radością największą, mocą, siłą, optymizmem, wyzwalaczem i poganiaczem, o budziku nie wspomnę :) Nic mnie tak nie śmieszy, jak jego miny i pomysły na życie. 

Nocą na przykład Eduś lubi sypiać na kołdrze, która zsunęła się na podłogę. Człowiek się budzi nieprzykryty, ciągnie kołdrę, ciągnie, a ona jakby ważyła kilkadziesiąt kilo. Odwraca się, spogląda w ciemności, a tu na kołdrze śpi sobie w najlepsze nasz pieszczoch, kompletnie nie reagując na próby wydobycia spod niego "posłania". 

Także nocą Mama uprawia z Edusiem dyscyplinę zwaną biegiem do łóżka - zdarza się to, gdy wstaje do łazienki albo do mnie, by mnie poprawić. Eduś kocha wygrzane łóżko, jeśli więc tylko się zorientuje, że drzwi do pokoju Rodziców (nieopatrznie) zostały otwarte, natychmiast biegnie i zajmuje miejscówkę. Mama biegnie za nim, mamrocząc pod nosem: "Zajmie mi łóżko, zajmie mi łóżko", ale zazwyczaj jest już za późno, bo pies oczywiście natychmiast zapada w kamienny sen i ruszyć się nie chce. Natomiast wyciągnięcie "zaspanego" Edusia z rozgrzanego łóżka graniczy z cudem, Mama musi się wykazać sporą kreatywnością. 

Eduś towarzyszy Tacie we wszystkich pracach domowych. Je ze mną w wannie - to znaczy ja siedzę w wannie i jem, a on siedzi przy wannie jak posąg i widzę, jak mu z czachy dymi, bo wie, że wanna jest terenem zakazanym, Magdy w wannie (bez pozwolenia) nie można nawet nosem dotknąć. Hipnotyzuje więc wzrokiem mnie, jedzenie, wstrzymuje oddech, aż w końcu coś ląduje na brzegu wanny i to coś można zjeść na komendę "proszę" :) 

Na spacerach Eduś puszczony luzem melduje się co jakiś czas, czasami kogoś wita, czasami zagada jakiegoś psa, ale zazwyczaj daje się odwołać. Na smyczy jest gorzej - w drodze nad jezioro ciągnie do przodu, w drodze do domu ciągnie do tyłu albo się kładzie (bo każdy spacer jest za krótki). 

edusiaja

fot. Monika Bućko

W domu Eduś lubi działać, więc jak mu tego działania nie zorganizuję, to przynosi mi coś z podłogi albo z kosza, co tam mu pod pysk wejdzie. Buty muszę chować, bo też je przynosi i to najbardziej lubi te jedyne firmowe albo te najbardziej delikatne - zamszowe. 

Jest pomocny, kochany i rozpieszczony do granic możliwości. Jak czegoś chce, to szczeka tak, że aż szyby drżą. Dzięki niemu mobilizujemy się z Igorem, chodzimy do lasu, szwendamy się po chaszczach i udajemy, że jesteśmy tak żywotni jak on ;)

14:05, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (6) »
środa, 04 marca 2015

Zazwyczaj rano budzi mnie Egon :) Obgryza mi rękę albo ucho w zależności od tego, na którym boku leżę. Bardzo więc się zdziwił, gdy na ręce "wyrósł" mi wenflon - niestety, choruję już dwa tygodnie. Trzeba było zrezygnować z porannych głupawek i pilnować, by Egon się nie zapomniał. Dramat. Młody kompletnie nie rozumiał, w czym rzecz. Za to bardzo mu się podobały liczne odwiedziny pielęgniarek i lekarki - tyyyyyle się działo ;) 

Dzisiaj wenflon wyjęto - radość z porannej głupawki została pomnożona razy dziesięć dni, kiedy jej nie było ;) Zostałam wycałowana, wytarmoszona, poobgryzana i poinformowana, że więcej mam nie chorować, bo co to za dzień bez porządnej, wariackiej pobudki ;)

21:22, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (6) »
niedziela, 08 lutego 2015

Dzisiaj opowiadałam znajomej blondynową anegdotę i stwierdziłam, że jest ona świetna, by znowu zacząć tu pisać. 

Moja Mama ma kiosk, w którym siedzi od rana do późnego popołudnia. Klienci często z nią rozmawiają na różne tematy. Kiedyś przyszła jakaś kobieta, a w pobliżu akurat spacerował Tata z Blondynami. 

- Ludzie to takie wielkie psy trzymają w mieszkaniach, niepoważni! - oburzyła się. 

- Jak pies wybiegany, to mu to nie przeszkadza. Czasami jest to uciążliwe dla właścicieli, bo gdzie się nie ruszą, to pies - stwierdziła Mama bez mrugnięcia okiem. Faktycznie - Igor z Egonem zazwyczaj kładą się na przejściu w kuchni lub tarasują dojście do któregoś z łóżek.

- I to dwa! - klientka nie mogła się nadziwić. - Wie pani, ile to musi żreć?!

Haha :D

- Wiem - orzekła Mama ze spokojem. - Wiem, bo to moje psy. 

No. To tyle w temacie wielkich psów i małych mieszkań :P

zima 

00:55, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (3) »
środa, 24 grudnia 2014

Mamy dużo blondynowych wieści, postaramy się w najbliższych dniach nadrobić blogowe zaległości. Dzisiaj - Blondyni pod choinką. A raczej - Blondyni czają na prezenty :D Życzymy Wam dobrych świąt!

choinkai

Igor

egonch

Egon

18:43, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 września 2014

Od zdiagnozowania choroby Igora mija 2,5 roku. Po pierwszym rezonansie prognozy były kiepskie, po drugim - po prostu złe. Trzeciego już mu nie robiłam.

Tymczasem Igor nadal widzi i słyszy, ma apetyt i chęci na spacerki. Więcej śpi, przytył, okropnie chrapie, z powodu guza zrobiło mu się zagłębienie po prawej stronie głowy, ropieje też prawe oczko, ale... dalej chce mu się żyć.

igor14

Wiele osób pyta, czy nie powinnam go uśpić, czy on się po prostu nie męczy. Codziennie przyjmuje przecież mnóstwo tabletek, ma zakrapiane i czyszczone oko, Tata robi mu raz na dobę zastrzyk. Rozmawiałam na ten temat z naszą Panią Weterynarz i powtórzyła to, co wcześniej specjaliści, z którymi się konsultowałam - dopóki chce wychodzić na dwór, pije i je - nie ma potrzeby skracania mu życia. 

igosw

Z jedzeniem problem jest tylko taki, że wszyscy go chcą karmić - bo całe życie był odchudzany. "Niech sobie chociaż na koniec poje" - mówią dokarmiacze, ale żadnego końca na razie (dzięki Bogu!) nie widać, tymczasem Igor zaczyna przypominać średniej wielkości owcę - wielokrotnie z owcą go już pomylono. Na przekór prognozom wsysa wszystko, co mu podejdzie pod pysk, także to, co zostawi Egon - a mają oczywiście zupełnie różne karmy. 

Igor nie wie, że jest śmiertelnie chory. Nie myśli o przyszłości. Cieszy się z dobrego jedzenia, gości, głaskania, słońca, błota i kąpieli. Czasami nawet skubnie patyka. Żyje tu i teraz. Staram się uczyć tego od niego. Bo przecież i tak nie mam wielkiego wpływu na długość czasu, który nam dano...

jedno

Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy wspierają nas finansowo - leczenie Igora jest coraz bardziej kosztowne. Wykorzystaliśmy już wszystkie środki - ponad 10 000 zł - które zebrała dla nas Fundacja Psi Los. Cały czas trwa zbiórka na portalu Siepomaga. Zebrane pieniądze przeznaczam głównie na zastrzyki, tabletki i wizyty u weterynarza - wszystko to jest konieczne, by Igor nie cierpiał, jak najdłużej cieszył się dobrą formą i życiem. 

W imieniu swoim i Igora dziękuję za wpłaty, dobre myśli, trzymanie kciuków i troskę :) Dobrze wiedzieć, że nie jesteśmy sami. 

01:02, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 września 2014

Podczas chorowania zazwyczaj nie śpię w nocy. Tak było i tym razem - miałam więc okazję obserwować nocne wędrówki moich zwierzaków w naszym wyremontowanym i przemeblowanym pokoju. Na co dzień śpię jak zarżnięta, nie wiedziałam więc, że Blondyni mają swoje stałe miejscówki, które prędzej czy później w nocy zajmują. 

Egon śpi w pontonie przy moim łóżku - rzadziej na legowisku pod oknem.

Igor śpi przy szafie, w przejściu, żebym przypadkiem cichaczem gdzieś nie wyjechała w nocy.

Łatek śpi ze mną (zawsze, gdy jestem chora), a w środku nocy przenosi się na wózek. 

Igor chrapie jak stary chłop. 

Egon zmienia ciągle pozycje, boczki, przewraca się i w nocy jest tylko trochę mniej aktywny niż w dzień ;)

Natomiast Łatek jest z całego towarzystwa najspokojniejszy i w ogóle go nie słychać. Ale lubi się myć, siedząc na kocu, którym się przykrywam. Lubi też spać w zagięciach moich nóg i kładąc się (w stylu łudząco przypominającym goldena) zazwyczaj mnie budzi. 

Dobrze więc, że pokój mamy duży, bo nocujemy trochę jak na koloniach :) Jest głośno, tłoczno, sympatycznie i raźniej, zwłaszcza, gdy człowieka męczy bezsenność :) 

igorspi

Czasami ponton przy łóżku zajmuje Igor, ale zazwyczaj króluje w nim Egon :)

23:25, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 lipca 2014

Remontów w naszym domu najbardziej nie lubi Łatek, bo przeżył jeden, gruntowny, który dał mu solidnie popalić. Był więc w szoku, gdy pewnego popołudnia zastał mój pokój znowu w rozbiórce. Wygrałam bon w OBI i postanowiłam nieco przemeblować/odmalować moje królestwo. Pokój zajmuję z Blondynami, więc chcąc, nie chcąc, musieli uczestniczyć w remontowym szaleństwie. Eguś oczywiście bardzo się ucieszył, że coś się dzieje i bez wytchnienia nadzorował prace...

remont

... ku utrapieniu ekipy remontowej, która zdając sobie sprawę, jaką rolę odgrywają w tym domu psy, miała do ich wszędobylstwa anielską cierpliwość i raczej nie komentowała.

Igor wolał trzymać się ze mną, więc w pewnym momencie wspólnie wylądowaliśmy na łóżku w pokoju rodziców i utknęliśmy tam na jedną długą sobotę. Później nasz senior zajął najbardziej odpowiednią miejscówkę, czyli łoże zbudowane z dwóch pontonów i w nim spędził część tego zamieszania. 

igorremont

Kartonów przybywało...

kartony

... pokój zmieniał swe oblicze...

nowy

A Egon robił minę "Keep calm" :D

remont2

Remont miał trwać trzy dni. Trwa trzy tygodnie :D Ale mamy już jak mieszkać i przyjmować gości, a to najważniejsze. Może za tydzień uda nam się zakończyć i odgruzować. 

Dziękujemy

Dorotce

Basi Mrufie

i Kasi

które dzielnie pakowały, przeglądały i układały. Bez Was ten remont trwałby rok!:)

19:39, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13